Cześć! Przybywam dziś z kolejnym stosikiem. Bez zbędnego gadania - oto ON;)
Virginia C. Andrews "Kwiaty na poddaszu" - z biblioteki RECENZJA
Richard Paul Evans "Michael Vey. Więzień celi 25" - wygrana w konkursie Fabryki Słów RECENZJA
Meredith Goldstein "Single" - od wydawnictwa M RECENZJA
Anna Drzewiecka "Ciotki" - od wydawnictwa M RECENZJA
Melissa de la Cruz "Zagubieni w czasie" - z biblioteki RECENZJA
Dee Shulman "Gorączka" - z wymiany na LC
Beata Pawlikowska "Blondynka na Jawie" - od wydawnictwa G+J RECENZJA
Richard Hammond "Czy czujesz tę moc? Fizyka - reaktywacja" - od wydawnictwa G+J RECENZJA
Czytaliście coś z tego stosiku? Polecacie?
sobota, 8 czerwca 2013
wtorek, 4 czerwca 2013
Mira Grant - Przegląd Końca Świata FEED
Autor: Mira Grant
Tytuł: Przegląd Końca Świata. Feed
Oryginalny tytuł: FEED
Seria: Przegląd Końca Świata
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 492
Rok wydania: 2012
Stosik: 4/2013
O powieści Miry Grant Przegląd Końca Świata. Feed było ostatnimi czasy dosyć głośno. Z zainteresowaniem czytałam recenzje pełne zachwytu i podziwu dla pióra autorki. Dlatego z chęcią, a także wysokimi oczekiwaniami zaczęłam czytać tę książkę.
Zacznę może od tego, iż akcja powieści dzieje się w przyszłości, w 2039 roku. Gdy w roku 2014 wynaleziono cudowne szczepionki przeciw rakowi oraz przeciwko grypie i przeziębieniu ludziom wydawało się, że niewiele brakuje do pokonania śmierci. Jednak wirusy sprzeciwiły się, łącząc się w jeden niezwykle groźny i potężny wirus o nazwie Kellis-Amberlee, który zdolny był do zamieniania ludzi w zombie, w ciągu kilku do kilkudziesięciu minut. Teraz ludzie żyją w ciągłym strachu, co chwilę wykonując badania krwi na obecność aktywnej formy wirusa. Świat podzielony jest na strefy, zależnie od stopnia bezpieczeństwa, w większości których zwykły człowiek nie może przebywać.
W takim świecie przyszło żyć Georgii i Shaunowi Masonom, niezwykle zżytemu ze sobą rodzeństwu. Mają dwadzieścia parę lat i wykonują pracę, o której marzyli od zawsze, czego nawiasem mówiąc im zazdroszczę, bo w tak młodym wieku mogą się spełniać zawodowo. Są dziennikarzami, którzy publikują swoje materiały w Internecie, konkretnie w blogosferze. Mają wielu współpracowników na całym świecie, z którymi utrzymują stały wirtualny kontakt. Ich strona bije rekordy popularności. Jako że zombie grasują sobie po świecie, nasi bohaterowie mają pełne ręce roboty. Wraz z przyjaciółką Buffy stale polują na newsy oraz zapewniają czytelnikom rozrywkę. Georgia to Newsie - rozsądna, perfekcyjna dziennikarka, której głównym celem jest przekazywanie prawdy; Shaun to Irwin - to właśnie on zapewnia mrożące krew w żyłach momenty, gdy prowokuje zombiaki tykając ich patykiem. A Buffy to roztrzepana, ale paradoksalnie bardzo inteligentna osoba, Fikcyjna, która zajmuje się artystyczną stroną portalu, a także bardziej techniczną podłączając kamery, pluskwy i tego typu sprawy.
Los daje im szansę na zdobycie ogromnej popularności i wyrobienia sobie niebywałego prestiżu. Jako pierwsi przedstawiciele świata wirtualnego relacjonują kampanię prezydencką. Na początku wszystko układa się po ich myśli, ale szybko odkrywają ciemne strony polityki oraz mrożący krew w żyłach spisek.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie świat wykreowany przez Mirę Grant. Mimo wielu powieści z niezbyt pozytywną wizją przyszłości ten jest oryginalny. Zombie nie wysuwają się na pierwszy plan, powiedziałabym, że pojawiają się nawet rzadko, fabuła skupia się na żywych bohaterach, którzy są barwni i ciekawi. Przez większość powieści narratorką jest Georgia, dziewczyna niezwykle odważna, która nie boi się walczyć o swoje. Tak kocha swoją pracę i brata, że jest dla nich gotowa poświęcić życie. Natomiast Shaun także uwielbia wykonywany przez siebie zawód, razem z siostrą posiadają wspólną pasję, dzięki czemu spędzają ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zdziwiło mnie trochę, iż mimo ogromnej miłości do brata Geogria traktowała jego śmierć (która przecież kiedyś nastąpi) jako coś normalnego, po prostu nieodłączny element ludzkiego życia. Relacja rodzeństwa i ich rodziców jest trudna. Jako dzieci byli adoptowani po tragicznej śmierci biologicznego syna Masonów i wiedzą, że tak naprawdę rodzice ich nie kochają, przygarnęli ich jedynie po to, aby zwiększyć swoje statystyki, pozycję zawodową. "Mama" i "tata" tak naprawdę ich nie znają i mimo tego, że ich dzieci są już dorosłe, nadal wykorzystują ich do swych własnych celów.
W ogóle kontakty międzyludzkie zostały zredukowane do minimum. Z obawy przed epidemią wirusa ludzie rozmawiają ze sobą tylko wtedy, gdy muszą, a o dotknięciu kogoś obcego (a często nawet znajomego) nie ma mowy. Wszyscy żyją w ciągłym strachu przed Kellis-Amberlee, całe ich życie zostało podporządkowane temu mikroskopijnemu, ale jakże groźnemu organizmowi. Dzięki ogromnemu rozwojowi technologii starają się żyć normalnie, ale na każdym kroku widać to, że po prostu są od wirusa w pewnym sensie uzależnieni, w zasadzie od myśli o nim.
Wielu z Was byłoby uradowanych wizją przyszłości, w której blogosfera zaczyna stać na równi z telewizją oraz prasą. Mnie jednak nie przypadła ona do gustu ze względu na to, że ludzie ciągle patrzyli tam na statystyki, to było dla nich najważniejsze. Ja wolę świat blogów w obecnej postaci, bo większość blogerów prowadzi swoje strony przede wszystkim dla siebie i dla grona swoich czytelników, a nie tylko dlatego, żeby cały świat o nich usłyszał.
Autorka posiadła ogromną wiedzę (lub wyobraźnię) z zakresu informatyki kreując świat oparty na nowoczesnej technologii. Miłośnicy tej tematyki będą czuli się jak w niebie, ze względu na mnogość opisów z tej dziedziny, jednak mnie one nużyły i w pewnym momencie poczułam już przesyt tym tematem, który autorka na zmianę mieszała z polityką, którą również się nie interesuję.
W Przeglądzie Końca Świata. Feed nie brakuje jednak akcji. Momenty, w których pędzi w szybkim tempie występują umiarkowanie, ale jeśli już się pojawią, to są niezwykle ciekawe i często wbijające w fotel.
Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w powieściach o zombie, bo czytałam ich zaledwie garstkę, ale w porównaniu z np.Ciepłymi ciałami zombie są naprawdę przerażający, cały świat jest według mnie o wiele bardziej dopracowany, lepiej go sobie utworzyć w głowie.
Rozumiem fenomen powieści Miry Grant, mnóstwo pozytywnych opinii i rekomendacji. Jak napisałam na początku miałam co do niej bardzo wysokie wymagania i powiem szczerze, że troszkę się rozczarowałam, bo jednak oczekiwałam czegoś lepszego. Z zapałem czytałam głownie momenty, w których akcja nabierała tempa, ale często zwyczajnie nie chciało mi się czytać tej książki. Dostrzegłam jednak więcej plusów niż minusów tej powieści, dlatego mimo momentami nużących opisów chciałabym Wam ją polecić.
Ocena: 7/10
Tytuł: Przegląd Końca Świata. Feed
Oryginalny tytuł: FEED
Seria: Przegląd Końca Świata
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 492
Rok wydania: 2012
Stosik: 4/2013
O powieści Miry Grant Przegląd Końca Świata. Feed było ostatnimi czasy dosyć głośno. Z zainteresowaniem czytałam recenzje pełne zachwytu i podziwu dla pióra autorki. Dlatego z chęcią, a także wysokimi oczekiwaniami zaczęłam czytać tę książkę.
Zacznę może od tego, iż akcja powieści dzieje się w przyszłości, w 2039 roku. Gdy w roku 2014 wynaleziono cudowne szczepionki przeciw rakowi oraz przeciwko grypie i przeziębieniu ludziom wydawało się, że niewiele brakuje do pokonania śmierci. Jednak wirusy sprzeciwiły się, łącząc się w jeden niezwykle groźny i potężny wirus o nazwie Kellis-Amberlee, który zdolny był do zamieniania ludzi w zombie, w ciągu kilku do kilkudziesięciu minut. Teraz ludzie żyją w ciągłym strachu, co chwilę wykonując badania krwi na obecność aktywnej formy wirusa. Świat podzielony jest na strefy, zależnie od stopnia bezpieczeństwa, w większości których zwykły człowiek nie może przebywać.
"Kellis-Amberlee to rzeczywistość. Żyjecie, umieracie, a potem wracacie do życia, wstajecie i powłócząc nogami, podążacie za byłymi przyjaciółmi i bliskimi, by ich zjeść."
"Shaun uwielbia wkładać rękę w ciemne, straszne dziury zamiast rozważnie ich unikać."
Los daje im szansę na zdobycie ogromnej popularności i wyrobienia sobie niebywałego prestiżu. Jako pierwsi przedstawiciele świata wirtualnego relacjonują kampanię prezydencką. Na początku wszystko układa się po ich myśli, ale szybko odkrywają ciemne strony polityki oraz mrożący krew w żyłach spisek.
Ogromne wrażenie zrobił na mnie świat wykreowany przez Mirę Grant. Mimo wielu powieści z niezbyt pozytywną wizją przyszłości ten jest oryginalny. Zombie nie wysuwają się na pierwszy plan, powiedziałabym, że pojawiają się nawet rzadko, fabuła skupia się na żywych bohaterach, którzy są barwni i ciekawi. Przez większość powieści narratorką jest Georgia, dziewczyna niezwykle odważna, która nie boi się walczyć o swoje. Tak kocha swoją pracę i brata, że jest dla nich gotowa poświęcić życie. Natomiast Shaun także uwielbia wykonywany przez siebie zawód, razem z siostrą posiadają wspólną pasję, dzięki czemu spędzają ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zdziwiło mnie trochę, iż mimo ogromnej miłości do brata Geogria traktowała jego śmierć (która przecież kiedyś nastąpi) jako coś normalnego, po prostu nieodłączny element ludzkiego życia. Relacja rodzeństwa i ich rodziców jest trudna. Jako dzieci byli adoptowani po tragicznej śmierci biologicznego syna Masonów i wiedzą, że tak naprawdę rodzice ich nie kochają, przygarnęli ich jedynie po to, aby zwiększyć swoje statystyki, pozycję zawodową. "Mama" i "tata" tak naprawdę ich nie znają i mimo tego, że ich dzieci są już dorosłe, nadal wykorzystują ich do swych własnych celów.
W ogóle kontakty międzyludzkie zostały zredukowane do minimum. Z obawy przed epidemią wirusa ludzie rozmawiają ze sobą tylko wtedy, gdy muszą, a o dotknięciu kogoś obcego (a często nawet znajomego) nie ma mowy. Wszyscy żyją w ciągłym strachu przed Kellis-Amberlee, całe ich życie zostało podporządkowane temu mikroskopijnemu, ale jakże groźnemu organizmowi. Dzięki ogromnemu rozwojowi technologii starają się żyć normalnie, ale na każdym kroku widać to, że po prostu są od wirusa w pewnym sensie uzależnieni, w zasadzie od myśli o nim.
"Strach sprawia, że ludzie głupieją, a Kellis-Amberlee ludzie boją się już od dwudziestu lat. Przychodzi moment, w którym trzeba odpuścić i zacząć żyć dalej, a wielu ludzi już na to nie stać. Poczynając od badań krwi, a na zamkniętych społecznościach kończąc, żyjemy w kulcie strachu, a teraz nie wiemy już, gdzie jest jego miejsce."
Wielu z Was byłoby uradowanych wizją przyszłości, w której blogosfera zaczyna stać na równi z telewizją oraz prasą. Mnie jednak nie przypadła ona do gustu ze względu na to, że ludzie ciągle patrzyli tam na statystyki, to było dla nich najważniejsze. Ja wolę świat blogów w obecnej postaci, bo większość blogerów prowadzi swoje strony przede wszystkim dla siebie i dla grona swoich czytelników, a nie tylko dlatego, żeby cały świat o nich usłyszał.
"Różnica między prawdą a kłamstwem polega na tym, że każde może cię zranić, ale tylko jedno może z czasem cię uzdrowić."
Autorka posiadła ogromną wiedzę (lub wyobraźnię) z zakresu informatyki kreując świat oparty na nowoczesnej technologii. Miłośnicy tej tematyki będą czuli się jak w niebie, ze względu na mnogość opisów z tej dziedziny, jednak mnie one nużyły i w pewnym momencie poczułam już przesyt tym tematem, który autorka na zmianę mieszała z polityką, którą również się nie interesuję.
W Przeglądzie Końca Świata. Feed nie brakuje jednak akcji. Momenty, w których pędzi w szybkim tempie występują umiarkowanie, ale jeśli już się pojawią, to są niezwykle ciekawe i często wbijające w fotel.
Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w powieściach o zombie, bo czytałam ich zaledwie garstkę, ale w porównaniu z np.Ciepłymi ciałami zombie są naprawdę przerażający, cały świat jest według mnie o wiele bardziej dopracowany, lepiej go sobie utworzyć w głowie.
Rozumiem fenomen powieści Miry Grant, mnóstwo pozytywnych opinii i rekomendacji. Jak napisałam na początku miałam co do niej bardzo wysokie wymagania i powiem szczerze, że troszkę się rozczarowałam, bo jednak oczekiwałam czegoś lepszego. Z zapałem czytałam głownie momenty, w których akcja nabierała tempa, ale często zwyczajnie nie chciało mi się czytać tej książki. Dostrzegłam jednak więcej plusów niż minusów tej powieści, dlatego mimo momentami nużących opisów chciałabym Wam ją polecić.
Ocena: 7/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN
sobota, 1 czerwca 2013
Bilans miesiąca - maj 2013
Choć pogoda za oknem (przynajmniej u mnie) nie jest adekwatna do obrazka, to i tak czerwiec kojarzy mi się z najbardziej wyczekiwanym przeze mnie wydarzeniem już od września czyli - końcem roku szkolnego:)
Postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę w nauce chemii (brrr) i podsumować miniony miesiąc, który pod względem czytelniczym wypadł słabo, ale odbiję to sobie pod koniec czerwca, bo niestety jeszcze kilka najbliższych tygodni mam zawalonych nauką. Zresztą, już dawno przestałam przejmować się wynikami, bo nie czytam na czas ani nie ścigam się z nikim, żeby móc pochwalić się, że przeczytałam więcej. Recenzji dodałam więcej niż przeczytałam, ale to ze względu na to, że mam jeszcze kilka zaległych:)
Jeśli chodzi o maj, to początek bardzo miło wspominam ze względu na całe 2 tygodnie wolnego (majówka + matury), natomiast druga połowa ciągnęła mi się i cieszę się, że maj 2013 przeszedł już do historii. Tak więc, jakie książki zasłużyły na moją uwagę w tym miesiącu?
Ilość przeczytanych książek: 4
Ilość przeczytanych stron: 1839
Średnia liczba stron dziennie: 59
Statystyka: 1570
Najczęściej czytana recenzja: L. Oliver "Delirium"
Najlepsza książka miesiąca: "Delirium", Krąg
Rozczarowanie: brak
Ilość dodanych recenzji: 8
Pełna lista przeczytanych tutaj
Zapraszam także do polubienia mojego bloga na Facebooku oraz do dodawania do kręgów w Google+;)
Postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę w nauce chemii (brrr) i podsumować miniony miesiąc, który pod względem czytelniczym wypadł słabo, ale odbiję to sobie pod koniec czerwca, bo niestety jeszcze kilka najbliższych tygodni mam zawalonych nauką. Zresztą, już dawno przestałam przejmować się wynikami, bo nie czytam na czas ani nie ścigam się z nikim, żeby móc pochwalić się, że przeczytałam więcej. Recenzji dodałam więcej niż przeczytałam, ale to ze względu na to, że mam jeszcze kilka zaległych:)
Jeśli chodzi o maj, to początek bardzo miło wspominam ze względu na całe 2 tygodnie wolnego (majówka + matury), natomiast druga połowa ciągnęła mi się i cieszę się, że maj 2013 przeszedł już do historii. Tak więc, jakie książki zasłużyły na moją uwagę w tym miesiącu?
Ilość przeczytanych książek: 4
Ilość przeczytanych stron: 1839
Średnia liczba stron dziennie: 59
Statystyka: 1570
Najczęściej czytana recenzja: L. Oliver "Delirium"
Najlepsza książka miesiąca: "Delirium", Krąg
Rozczarowanie: brak
Ilość dodanych recenzji: 8
Pełna lista przeczytanych tutaj
Zapraszam także do polubienia mojego bloga na Facebooku oraz do dodawania do kręgów w Google+;)
wtorek, 28 maja 2013
Isaac Marion - Ciepłe ciała
Autor: Isaac Marion
Tytuł: Ciepłe ciała
Oryginalny tytuł: Warm Bodies
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 307
Rok wydania: 2011
Stosik: 1/2013
Isaac Marion urodził się w 1981 roku na północnym zachodzie stanu Waszyngton, gdzie mieszka do dziś. Wykonywał różne zawody; przywoził łóżka pacjentom hospicjów, pracował z dziećmi w rodzinach zastępczych... Ciepłe ciała są jego debiutem.
Bohaterem powieści jest R, który jest zombie. Nie pamięta niczego, co miało miejsce przed przemianą, nawet swego imienia. Żyje na opuszczonym lotnisku wraz z innymi, podobnymi mu stworami. Są to bezuczuciowi krwiopijcy, których jedyną potrzebą jest głód, zaspokojony tylko po zabiciu człowieka. R nie jest jednak taki, jak oni; posiada inne uczucia: samotność, tęsknotę, nienawiść do tego, czym się stał, bezsilność z powodu tego, że nie może sobie niczego przypomnieć.
Zombie tak się rozprzestrzeniły, że ludzie w obawie o swoje życie opuścili domostwa i przenieśli się do Twierdzy - miejsca pilnowanego przez Straż, gdzie mogą czuć się bezpiecznie.
Podczas jednej z wypraw do miasta na polowanie R zabija chłopaka i zachowuje sobie jego mózg "na później". Faktem jest to, że podczas spożywania tego narządu, zombie widzi wspomnienia ofiary. Tak jest również w tym przypadku i kiedy R zjada kawałeczek mózgu (fuj), zauważa Julie, dziewczynę swojego "obiadu" i dziwnym odruchem postanawia ją uratować. Wymazuje ją krwią, aby ukryć jej ludzki zapach i zabiera na swoje lotnisko. Tam zaprzyjaźniają się. R dotkliwie odczuwa swą inność, dlatego wraz z Julie postanawiają walczyć z panującym systemem i spróbować przeciągnąć zombiaków na dobrą stronę. Nie jest to jednak łatwe, bo za rogiem czai się Straż oraz Kościści - stwory gorsze niż zombie.
Szczerze powiedziawszy, większą uwagę na tę powieść zwróciłam po bardzo pozytywnej opinii mojej koleżanki. Słyszałam już o niej wcześniej, ale była raczej moim dalszym planem. Kiedy usłyszałam, jak świetne są Cieple ciała szybciutko się za nie zabrałam. Co o niej myślę?
Świat, w którym żyją bohaterowie jest pełen zła. Ludzie odżywiają się jakimiś substytutami, żyją w ukryciu, gdyż opuścili swe domy. Zombie są jak zaraza - nie da się ich wytępić, ciągle jest ich coraz więcej. R nie jest zwykłym potworem. Odczuwa swe fizjologiczne potrzeby, ale brzydzi się ich; bardzo, ale to bardzo chciałby być człowiekiem. Ma kogoś w rodzaju przyjaciela, M, z którym za pomocą krótkich sylab może się porozumieć, gdyż zombie nie mówią normalnie.
Julie to odważna dziewczyna, nie jakaś tam płaczka skupiająca się wyłącznie na sobie. To dziewczyna z jajami, potrafi przywalić, kiedy trzeba, ale jest przy tym bardzo kobieca. Nie boi się zombie, choć czasami jej reakcje mnie dziwiły, ponieważ wszystko przyjmowała ze stoickim spokojem.
Ogromnym plusem tej powieści jest sposób narracji. Narratorem jest R, który zwraca się bezpośrednio do czytelnika, przez co ma się wrażenie, że siedzi się z nim przy kawie i słucha opowieści.
Ciekawy jest też pomysł poznania Julie poprzez wspomnienia z mózgu jej chłopaka Perrego. R po kawałeczku go sobie zjada i dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy o dziewczynie, aż w końcu Perry zagnieżdża się w jego umyśle i podpowiada, co ma robić.
Nie mam za bardzo do czego się przyczepić, ale nie podobało mi się to, że z zombie, z krwiożerczych potworów, najgorszych ludzkich koszmarów po pewnym czasie zrobiły się ciepłe kluchy, stali się dobrzy aż do przesady, a ich prawdziwa natura zanikła. Rozumiem, że to może był etap ich transformacji, ale raczej tak szybko by nie zmienili swego usposobienia.
A rzeczą, która mnie maksymalnie wnerwia, są słowa Stephenie Meyer na samym przodzie okładki. Czy naprawdę jest z niej tak wybitna pisarka, takie guru w świecie literatury, że bardziej niż nazwisko autora, rzucają się jej zachwyty nad powieścią? Dlaczego na połowie książek obecnie wydawanych widnieje jej nazwisko? Wg niej każda książka jest najlepszą, którą czytała.
Ciepłe ciała to opowieść o poszukiwaniu drogi w życiu, o niezatracaniu swego człowieczeństwa, o bardzo zagubionej istocie. Trudno mi ją jednoznacznie ocenić, bo podobała mi się, ale czterech liter nie urywa. Decyzję o jej przeczytaniu pozostawiam Wam, ale myślę, że warto zwrócić na nią uwagę.
Ocena: 7/10
Tytuł: Ciepłe ciała
Oryginalny tytuł: Warm Bodies
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 307
Rok wydania: 2011
Stosik: 1/2013
Isaac Marion urodził się w 1981 roku na północnym zachodzie stanu Waszyngton, gdzie mieszka do dziś. Wykonywał różne zawody; przywoził łóżka pacjentom hospicjów, pracował z dziećmi w rodzinach zastępczych... Ciepłe ciała są jego debiutem.
Bohaterem powieści jest R, który jest zombie. Nie pamięta niczego, co miało miejsce przed przemianą, nawet swego imienia. Żyje na opuszczonym lotnisku wraz z innymi, podobnymi mu stworami. Są to bezuczuciowi krwiopijcy, których jedyną potrzebą jest głód, zaspokojony tylko po zabiciu człowieka. R nie jest jednak taki, jak oni; posiada inne uczucia: samotność, tęsknotę, nienawiść do tego, czym się stał, bezsilność z powodu tego, że nie może sobie niczego przypomnieć.
Zombie tak się rozprzestrzeniły, że ludzie w obawie o swoje życie opuścili domostwa i przenieśli się do Twierdzy - miejsca pilnowanego przez Straż, gdzie mogą czuć się bezpiecznie.
Podczas jednej z wypraw do miasta na polowanie R zabija chłopaka i zachowuje sobie jego mózg "na później". Faktem jest to, że podczas spożywania tego narządu, zombie widzi wspomnienia ofiary. Tak jest również w tym przypadku i kiedy R zjada kawałeczek mózgu (fuj), zauważa Julie, dziewczynę swojego "obiadu" i dziwnym odruchem postanawia ją uratować. Wymazuje ją krwią, aby ukryć jej ludzki zapach i zabiera na swoje lotnisko. Tam zaprzyjaźniają się. R dotkliwie odczuwa swą inność, dlatego wraz z Julie postanawiają walczyć z panującym systemem i spróbować przeciągnąć zombiaków na dobrą stronę. Nie jest to jednak łatwe, bo za rogiem czai się Straż oraz Kościści - stwory gorsze niż zombie.
Szczerze powiedziawszy, większą uwagę na tę powieść zwróciłam po bardzo pozytywnej opinii mojej koleżanki. Słyszałam już o niej wcześniej, ale była raczej moim dalszym planem. Kiedy usłyszałam, jak świetne są Cieple ciała szybciutko się za nie zabrałam. Co o niej myślę?
Świat, w którym żyją bohaterowie jest pełen zła. Ludzie odżywiają się jakimiś substytutami, żyją w ukryciu, gdyż opuścili swe domy. Zombie są jak zaraza - nie da się ich wytępić, ciągle jest ich coraz więcej. R nie jest zwykłym potworem. Odczuwa swe fizjologiczne potrzeby, ale brzydzi się ich; bardzo, ale to bardzo chciałby być człowiekiem. Ma kogoś w rodzaju przyjaciela, M, z którym za pomocą krótkich sylab może się porozumieć, gdyż zombie nie mówią normalnie.
"Teraz jesteśmy stłoczeni w Twierdzy i nie mamy nic do roboty, byle tylko przetrwać do końca dnia. Nikt nie pisze, nikt nie czyta, nikt nawet tak naprawdę nie rozmawia."
"- Nie myślicie o nowych rzeczach? Nie szukacie? Co to w ogóle znaczy? Nie szukacie muzyki? Nie wiecie, że muzyka to życie? To fizyczna emocja - można jej dotknąć! To energia wyssana z ducha i wtłoczona w fale dźwiękowe, które odbierają twoje uszy."
Ogromnym plusem tej powieści jest sposób narracji. Narratorem jest R, który zwraca się bezpośrednio do czytelnika, przez co ma się wrażenie, że siedzi się z nim przy kawie i słucha opowieści.
Ciekawy jest też pomysł poznania Julie poprzez wspomnienia z mózgu jej chłopaka Perrego. R po kawałeczku go sobie zjada i dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy o dziewczynie, aż w końcu Perry zagnieżdża się w jego umyśle i podpowiada, co ma robić.
Nie mam za bardzo do czego się przyczepić, ale nie podobało mi się to, że z zombie, z krwiożerczych potworów, najgorszych ludzkich koszmarów po pewnym czasie zrobiły się ciepłe kluchy, stali się dobrzy aż do przesady, a ich prawdziwa natura zanikła. Rozumiem, że to może był etap ich transformacji, ale raczej tak szybko by nie zmienili swego usposobienia.
A rzeczą, która mnie maksymalnie wnerwia, są słowa Stephenie Meyer na samym przodzie okładki. Czy naprawdę jest z niej tak wybitna pisarka, takie guru w świecie literatury, że bardziej niż nazwisko autora, rzucają się jej zachwyty nad powieścią? Dlaczego na połowie książek obecnie wydawanych widnieje jej nazwisko? Wg niej każda książka jest najlepszą, którą czytała.
Ciepłe ciała to opowieść o poszukiwaniu drogi w życiu, o niezatracaniu swego człowieczeństwa, o bardzo zagubionej istocie. Trudno mi ją jednoznacznie ocenić, bo podobała mi się, ale czterech liter nie urywa. Decyzję o jej przeczytaniu pozostawiam Wam, ale myślę, że warto zwrócić na nią uwagę.
Ocena: 7/10
P.S. Google+ coraz bardziej mnie denerwuje, moja poprzednia nazwa im nie pasowała, więc teraz mam nową:)
niedziela, 26 maja 2013
Dzień Mamy + Ważna informacja
Hej! Na początek z okazji Dnia Mamy chciałabym życzyć Wszystkim Mamom dużo dużo zdrówka, szczęścia i przede wszystkim tego, abyście zawsze były dumne ze swych pociech. A Mamom Czytającym życzę mnóstwa rewelacyjnych pozycji do przeczytania i nienatrafiania na gnioty.
A teraz trochę z innej beczki: zapewne wiecie już o tym, że z początkiem lipca prawdopodobnie zostanie usunięta opcja obserwowania na Bloggerze. Jestem z tego powodu bardzo zła i mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie. Jednak na wszelki wypadek postanowiłam założyć konto na Google+ i od razu poinformować Was o tym, że możecie mnie dodawać do swoich kręgów (cokolwiek to znaczy). Dzięki temu gdyby doszło do tej zmiany, będziecie mogli nadal czytać mojego bloga.
Tutaj link do mojego profilu: https://plus.google.com/113767812269376910408/posts
Skoro dodaję taką luźną notkę dzisiaj, zachęcam Was także do polubienia mojego bloga na Facebooku. Google+ oraz mój Fb możecie znaleźć po prawej stronie tuż pod "Obserwatorami".
Pozdrawiam i życzę miłego dnia ;>
piątek, 24 maja 2013
Jennifer E. Smith - Serce w chmurach
Autor: Jennifer E. Smith
Tytuł: Serce w chmurach
Oryginalny tytuł: The Statistical Probability of Love at First Sight
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 222
Rok wydania: 2012
Stosik: 1/2013
Jennifer E. Smith ma w swoim dorobku literackim kilka powieści, jednak to "Serce w chmurach" podbiło serca czytelników i sprawiło, że autorka stała się znana poza granicami swego kraju. O czym opowiada ta powieść? Bohaterką jest siedemnastoletnia Hadley Sullivan, której rodzice się rozwiedli. Dziewczyna nie może poradzić sobie z tą sytuacją, a tu jeszcze okazuje się, że ojciec ma nową kobietę, z którą bierze ślub i na który nastolatka została zaproszona. Wybiera się więc na lot ze Stanów Zjednoczonych do Londynu, gdzie mają odbyć się zaślubiny i wesele.
Czy to przypadek czy może przeznaczenie, Hadley spóźnia się o 4 minuty na samolot. Te kilka chwil zmienia jej dotychczasowe spojrzenie na świat. Dziewczyna poznaje Olivera - Anglika, który również czeka na samolot. Zaczynają rozmawiać i okazuje się, że doskonale się rozumieją i miło spędzają ze sobą czas. Wkrótce przybywa kolejny samolot, którym przyjaciele odlatują i spędzają najlepszą noc w swoim życiu. Prawie wcale nie śpią; cały czas dowiadują się czegoś nowego o sobie. Kiedy nadchodzi czas rozstania Hadley czuje w środku dziwną pustkę, brak czegoś upragnionego.
Kiedy dociera do stolicy Anglii okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak się wydawało. Szczegółów nie zdradzę, ale wizyta u ojca sprawi, że nastolatka zacznie zastanawiać się nad ważnymi sprawami. W ciągu 24 godzin staje się szczęśliwsza.
Odebrałam Hadley jako osobę tajemniczą, znamy szczegóły z jej życia rodzinnego, jednak o jej przyjaciołach, miłościach, spędzaniu wolnego czasu dowiedziałam się niewiele. Spostrzegam ją jako nieufną, nie rzuca się od razu człowiekowi na szyję, tylko powoli "bada przeciwnika". Zanim jej rodzice się rozstali, miała bardzo dobry kontakt z ojcem, sądzę, że lepszy niż z matką. Wspólnie czytali książki, spędzali mnóstwo czasu, bawili się, a gdy tato odszedł dziewczyna poczuła się zdradzona, oszukana, zawiedziona i nie mogła mu wybaczyć. Boleśnie odczuwała jego brak i paradoksalnie ich kontakt się urwał. Razem z matką starały sobie ułożyć życie na nowo, ale to już nie było to samo.
Oliver to chłopak idealny. Bardzo przystojny, zabawny, ma ogromne poczucie humoru, świetnie się z nim rozmawia, wspiera wtedy, kiedy trzeba... Jeśli macie jakiś ideał mężczyzny to Oliver posiada wszystkie te cechy.
Serce w chmurach to cieniutka książeczka i nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Pozytywnie mnie jednak zaskoczyła. Bardzo miło spędziłam z nią czas, choć dosyć krótki. Czytałam wcześniej wiele pozytywnych opinii, ale sądziłam, że mnie nie powali. Nie porwała mnie nie wiadomo jak, ale nie żałuję, że ją przeczytałam. To opowieść o miłości, takie love story, ale również historia o rodzinie, o poszukiwaniu celu, o rozwodzie z perspektywy dziecka. Mówi, że jeśli się kogoś kocha naprawdę, to bezwarunkowo i nie ważne ile kilometrów ich dzieli. Polecam ją wszystkim, którzy lubią powieści obyczajowe, miłośnicy horroru czy fantasy raczej nie znajdą tu nic dla siebie. A ja lubię sobie czasem poczytać szybkie, ale jednocześnie dające do myślenia powieści.
Ocena: 8/10
Tytuł: Serce w chmurach
Oryginalny tytuł: The Statistical Probability of Love at First Sight
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 222
Rok wydania: 2012
Stosik: 1/2013
Jennifer E. Smith ma w swoim dorobku literackim kilka powieści, jednak to "Serce w chmurach" podbiło serca czytelników i sprawiło, że autorka stała się znana poza granicami swego kraju. O czym opowiada ta powieść? Bohaterką jest siedemnastoletnia Hadley Sullivan, której rodzice się rozwiedli. Dziewczyna nie może poradzić sobie z tą sytuacją, a tu jeszcze okazuje się, że ojciec ma nową kobietę, z którą bierze ślub i na który nastolatka została zaproszona. Wybiera się więc na lot ze Stanów Zjednoczonych do Londynu, gdzie mają odbyć się zaślubiny i wesele.
Czy to przypadek czy może przeznaczenie, Hadley spóźnia się o 4 minuty na samolot. Te kilka chwil zmienia jej dotychczasowe spojrzenie na świat. Dziewczyna poznaje Olivera - Anglika, który również czeka na samolot. Zaczynają rozmawiać i okazuje się, że doskonale się rozumieją i miło spędzają ze sobą czas. Wkrótce przybywa kolejny samolot, którym przyjaciele odlatują i spędzają najlepszą noc w swoim życiu. Prawie wcale nie śpią; cały czas dowiadują się czegoś nowego o sobie. Kiedy nadchodzi czas rozstania Hadley czuje w środku dziwną pustkę, brak czegoś upragnionego.
"Miłość nie musi mieć sensu. Jest całkowicie pozbawiona logiki."
Kiedy dociera do stolicy Anglii okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak się wydawało. Szczegółów nie zdradzę, ale wizyta u ojca sprawi, że nastolatka zacznie zastanawiać się nad ważnymi sprawami. W ciągu 24 godzin staje się szczęśliwsza.
Odebrałam Hadley jako osobę tajemniczą, znamy szczegóły z jej życia rodzinnego, jednak o jej przyjaciołach, miłościach, spędzaniu wolnego czasu dowiedziałam się niewiele. Spostrzegam ją jako nieufną, nie rzuca się od razu człowiekowi na szyję, tylko powoli "bada przeciwnika". Zanim jej rodzice się rozstali, miała bardzo dobry kontakt z ojcem, sądzę, że lepszy niż z matką. Wspólnie czytali książki, spędzali mnóstwo czasu, bawili się, a gdy tato odszedł dziewczyna poczuła się zdradzona, oszukana, zawiedziona i nie mogła mu wybaczyć. Boleśnie odczuwała jego brak i paradoksalnie ich kontakt się urwał. Razem z matką starały sobie ułożyć życie na nowo, ale to już nie było to samo.
"To nie sama opowieść tak bardzo jej się podobała. Nie rozumiała połowy słów i często gubiła się w zawiłych zdaniach. Uwielbiała szorstkie brzmienie ojcowskiego głosu, to, jak go zabawnie zmieniał dla każdej postaci, sposób, w jaki pozwalał jej przewracać strony. Co wieczór po kolacji czytali w zaciszu gabinetu."
Serce w chmurach to cieniutka książeczka i nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Pozytywnie mnie jednak zaskoczyła. Bardzo miło spędziłam z nią czas, choć dosyć krótki. Czytałam wcześniej wiele pozytywnych opinii, ale sądziłam, że mnie nie powali. Nie porwała mnie nie wiadomo jak, ale nie żałuję, że ją przeczytałam. To opowieść o miłości, takie love story, ale również historia o rodzinie, o poszukiwaniu celu, o rozwodzie z perspektywy dziecka. Mówi, że jeśli się kogoś kocha naprawdę, to bezwarunkowo i nie ważne ile kilometrów ich dzieli. Polecam ją wszystkim, którzy lubią powieści obyczajowe, miłośnicy horroru czy fantasy raczej nie znajdą tu nic dla siebie. A ja lubię sobie czasem poczytać szybkie, ale jednocześnie dające do myślenia powieści.
Ocena: 8/10
wtorek, 21 maja 2013
Olle Lönnaeus - Jedyna prawda
Autor: Olle Lönnaeus
Tytuł: Jedyna prawda
Oryginalny tytuł: En enda sanning
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2012
Stosik: 6/2012
Olle Lönnaeus jest dziennikarzem gazety Sydvenska Dagbladet. Obecnie mieszka w Lund, ale dorastał w Tomelilla, gdzie częściowo toczy się akcja jego trzeciej w dorobku powieści. Debiutancka książka, Pokuta zdobyła nagrodę Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów za najlepszy debiut roku, natomiast druga powieść, Wielkie serce Mike'a Larssona, została nominowana na kryminał roku 2010 i wygrała Nagrodę Południowej Szwecji za Kryminał Roku 2011. Dużo tych sukcesów, nieprawdaż? Dlatego jako wielbicielka kryminałów nie mogłam oprzeć się Jedynej prawdzie i przetestować ją na sobie.
Pewnej mroźnej zimowej nocy Joel Lindgren dostaje tajemniczy telefon od ojca, z którym od dwudziestu lat nie utrzymuje kontaktu. Jest to spowodowane jego ogromną nienawiścią do taty, który przez całe dzieciństwo syna pił i bił matkę. Nie było między nimi żadnej więzi, co zaowocowało odejściem Joela z domu w wieku osiemnastu lat. Tak więc, gdy niespodziewanie odbiera to połączenie, w którym ojciec mówi, aby przyszedł do niego, bo nie zostało mu już wiele czasu, nie zastanawiając się idzie o północy przez śnieżycę, przez ogromne zaspy do swego rodzinnego domu. Co tam zastaje? Martwego już Martena, powieszonego na haku przy suficie. Gdy budzi się rano, widzi przybyłą już na miejsce policję i wielkie czerwone litery składające się na napis Ghadab Allah czyli Gniew Boga.
Jasne staje się, iż morderstwo to jest sprawką muzułmanów, fanatyków religijnych, którzy z zimną krwią pozbywają się Niewiernych. A jeśli ktoś jeszcze rzucił się w oczy jakimś wydarzeniem, to znajduje się na pierwszym miejscu na liście do odstrzału. Marten Lindgren przed laty namalował serię obrazów przedstawiających Mahometa pod postacią świni, więc jasne już chyba jest, iż ojciec Joela nie był według nich niewinny. Policji udaje złapać się podejrzanego, czekają ich teraz tylko długie męczące przesłuchania.
Joel próbuje na własną rękę poznać przeszłość swojego ojca, dowiaduje się o nim zadziwiających rzeczy, których nigdy by się po nim nie spodziewał. Spotyka wielu ludzi, w których otoczeniu żył Marten, którzy znali go o wiele lepiej niż jego własny syn. Przez lata go nienawidził i nawet w myślach nigdy nie nazwał go ojcem, tylko po prostu Marten lub staruch.
Joel Lindgren w wielu cechach charakteru przypomina swojego ojca. To melancholik, pesymista, hipochondryk, świetnie gra na saksofonie. Niedawno powrócił w rodzinne okolice; wcześniej spędzał czas w wielu różnych miejscach, miał żonę, z którą rozwiódł się, ale o której nie może zapomnieć. Na każdej stronie rzuca się w oczy jego przeraźliwa samotność, nie tylko gdy o tym myśli, ale również w czynach. Brakuje mu kogoś bliskiego, z kim mógłby porozmawiać, nie ma przyjaciół, z którymi zleciałby mu czas.
Kolejną bardzo ciekawą postacią jest Fatima, policjantka arabskiego pochodzenia, która zajmuje się sprawą morderstwa. Ona także jest bardzo samotna, całkowicie poświęciła się pracy. Wbrew pozorom nie ma łatwego życia. Przez większość powieści stara się rozgryźć podejrzanego za zabicie Martena, który jest bardzo twardym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Jednocześnie obawia się go, ale jest też jest zaintrygowana, co kryje się w jego głowie. Przez lata ciężko pracowała, aby przebić się w policji ze swym arabskim pochodzeniem.
Narracja jest trzecioosobowa, przeskakuje raz na Joela, raz na Fatimę. Razem stanowią świetnie zgrany duet. Powieść porusza temat, z którym nigdy wcześniej nie zetknęłam się w czytanej przeze mnie literaturze, a mianowicie motyw terroryzmu na tle religijnym. Wydaje się, iż autor posiada sporą wiedzę z tego zakresu. Napisałam "wydaje się", ponieważ nie mogę powiedzieć, ile z tego jest prawdą, ale odebrałam informacje na ten temat jako rzetelne i sprawdzone.
Jedyna prawda to ambitniejsza lektura. Obawiałam się troszkę tematu terroryzmu, który niezbyt mnie interesuje, ale nie było tak źle. To świetny kryminał, którego główną zaletą są dobrze skonstruowani bohaterowie. Niestety, już w połowie książki miałam swój typ dotyczący mordercy Martena, który okazał się prawdziwy. Nie jestem specjalistką w domyślaniu się tego typu rzeczy, ale tutaj jakoś po prostu ta osoba mi pasowała. Dlatego miłośnicy kryminałów, którzy posiadają umiejętność odkrywania sprawcy przed ostatecznym rozwiązaniem mogą poczuć lekki niedosyt. Do gustu nie przypadło mi także zakończenie, które było jak dla mnie zbyt przyspieszone i uproszczone. Jednak poza tymi kilkoma minusami powieść spodobała mi się; czyta się ją lekko i na pewno sięgnę po poprzednie dzieła autora. Bardzo ważne jest też to, iż Olle Lönnaeus daje nam do zrozumienia, że warto dbać o naszych najbliższych póki możemy, bo potem może być na to za późno.
Ocena: 8/10
Tytuł: Jedyna prawda
Oryginalny tytuł: En enda sanning
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2012
Stosik: 6/2012
Olle Lönnaeus jest dziennikarzem gazety Sydvenska Dagbladet. Obecnie mieszka w Lund, ale dorastał w Tomelilla, gdzie częściowo toczy się akcja jego trzeciej w dorobku powieści. Debiutancka książka, Pokuta zdobyła nagrodę Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów za najlepszy debiut roku, natomiast druga powieść, Wielkie serce Mike'a Larssona, została nominowana na kryminał roku 2010 i wygrała Nagrodę Południowej Szwecji za Kryminał Roku 2011. Dużo tych sukcesów, nieprawdaż? Dlatego jako wielbicielka kryminałów nie mogłam oprzeć się Jedynej prawdzie i przetestować ją na sobie.
Pewnej mroźnej zimowej nocy Joel Lindgren dostaje tajemniczy telefon od ojca, z którym od dwudziestu lat nie utrzymuje kontaktu. Jest to spowodowane jego ogromną nienawiścią do taty, który przez całe dzieciństwo syna pił i bił matkę. Nie było między nimi żadnej więzi, co zaowocowało odejściem Joela z domu w wieku osiemnastu lat. Tak więc, gdy niespodziewanie odbiera to połączenie, w którym ojciec mówi, aby przyszedł do niego, bo nie zostało mu już wiele czasu, nie zastanawiając się idzie o północy przez śnieżycę, przez ogromne zaspy do swego rodzinnego domu. Co tam zastaje? Martwego już Martena, powieszonego na haku przy suficie. Gdy budzi się rano, widzi przybyłą już na miejsce policję i wielkie czerwone litery składające się na napis Ghadab Allah czyli Gniew Boga.
Jasne staje się, iż morderstwo to jest sprawką muzułmanów, fanatyków religijnych, którzy z zimną krwią pozbywają się Niewiernych. A jeśli ktoś jeszcze rzucił się w oczy jakimś wydarzeniem, to znajduje się na pierwszym miejscu na liście do odstrzału. Marten Lindgren przed laty namalował serię obrazów przedstawiających Mahometa pod postacią świni, więc jasne już chyba jest, iż ojciec Joela nie był według nich niewinny. Policji udaje złapać się podejrzanego, czekają ich teraz tylko długie męczące przesłuchania.
Joel próbuje na własną rękę poznać przeszłość swojego ojca, dowiaduje się o nim zadziwiających rzeczy, których nigdy by się po nim nie spodziewał. Spotyka wielu ludzi, w których otoczeniu żył Marten, którzy znali go o wiele lepiej niż jego własny syn. Przez lata go nienawidził i nawet w myślach nigdy nie nazwał go ojcem, tylko po prostu Marten lub staruch.
"Szukam światła w całym mroku, który otaczał Martena. jakiejś cienkiej strużki dobra w całym tym złu."
Joel Lindgren w wielu cechach charakteru przypomina swojego ojca. To melancholik, pesymista, hipochondryk, świetnie gra na saksofonie. Niedawno powrócił w rodzinne okolice; wcześniej spędzał czas w wielu różnych miejscach, miał żonę, z którą rozwiódł się, ale o której nie może zapomnieć. Na każdej stronie rzuca się w oczy jego przeraźliwa samotność, nie tylko gdy o tym myśli, ale również w czynach. Brakuje mu kogoś bliskiego, z kim mógłby porozmawiać, nie ma przyjaciół, z którymi zleciałby mu czas.
Kolejną bardzo ciekawą postacią jest Fatima, policjantka arabskiego pochodzenia, która zajmuje się sprawą morderstwa. Ona także jest bardzo samotna, całkowicie poświęciła się pracy. Wbrew pozorom nie ma łatwego życia. Przez większość powieści stara się rozgryźć podejrzanego za zabicie Martena, który jest bardzo twardym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Jednocześnie obawia się go, ale jest też jest zaintrygowana, co kryje się w jego głowie. Przez lata ciężko pracowała, aby przebić się w policji ze swym arabskim pochodzeniem.
"- Może to zabrzmi głupio. Ale zastanawiam się, jaki jest właściwie sens tego wszystkiego?
- Życia?
- Tak...?
- Czy musi być jakiś sens?
- Chyba powinien...?"
Jedyna prawda to ambitniejsza lektura. Obawiałam się troszkę tematu terroryzmu, który niezbyt mnie interesuje, ale nie było tak źle. To świetny kryminał, którego główną zaletą są dobrze skonstruowani bohaterowie. Niestety, już w połowie książki miałam swój typ dotyczący mordercy Martena, który okazał się prawdziwy. Nie jestem specjalistką w domyślaniu się tego typu rzeczy, ale tutaj jakoś po prostu ta osoba mi pasowała. Dlatego miłośnicy kryminałów, którzy posiadają umiejętność odkrywania sprawcy przed ostatecznym rozwiązaniem mogą poczuć lekki niedosyt. Do gustu nie przypadło mi także zakończenie, które było jak dla mnie zbyt przyspieszone i uproszczone. Jednak poza tymi kilkoma minusami powieść spodobała mi się; czyta się ją lekko i na pewno sięgnę po poprzednie dzieła autora. Bardzo ważne jest też to, iż Olle Lönnaeus daje nam do zrozumienia, że warto dbać o naszych najbliższych póki możemy, bo potem może być na to za późno.
Ocena: 8/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)






