wtorek, 28 maja 2013

Isaac Marion - Ciepłe ciała

Autor: Isaac Marion
Tytuł: Ciepłe ciała
Oryginalny tytuł: Warm Bodies
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 307
Rok wydania: 2011
Stosik: 1/2013












Isaac Marion urodził się w 1981 roku na północnym zachodzie stanu Waszyngton, gdzie mieszka do dziś. Wykonywał różne zawody; przywoził łóżka pacjentom hospicjów, pracował z dziećmi w rodzinach zastępczych... Ciepłe ciała są jego debiutem.

Bohaterem powieści jest R, który jest zombie. Nie pamięta niczego, co miało miejsce przed przemianą, nawet swego imienia. Żyje na opuszczonym lotnisku wraz z innymi, podobnymi mu stworami. Są to bezuczuciowi krwiopijcy, których jedyną potrzebą jest głód, zaspokojony tylko po zabiciu człowieka. R nie jest jednak taki, jak oni; posiada inne uczucia: samotność, tęsknotę, nienawiść do tego, czym się stał, bezsilność z powodu tego, że nie może sobie niczego przypomnieć.
Zombie tak się rozprzestrzeniły, że ludzie w obawie o swoje życie opuścili domostwa i przenieśli się do Twierdzy - miejsca pilnowanego przez Straż, gdzie mogą czuć się bezpiecznie.

Podczas jednej z wypraw do miasta na polowanie R zabija chłopaka i zachowuje sobie jego mózg "na później". Faktem jest to, że podczas spożywania tego narządu, zombie widzi wspomnienia ofiary. Tak jest również w tym przypadku i kiedy R zjada kawałeczek mózgu (fuj), zauważa Julie, dziewczynę swojego "obiadu" i dziwnym odruchem postanawia ją uratować. Wymazuje ją krwią, aby ukryć jej ludzki zapach i zabiera na swoje lotnisko. Tam zaprzyjaźniają się. R dotkliwie odczuwa swą inność, dlatego wraz z Julie postanawiają walczyć z panującym systemem i spróbować przeciągnąć zombiaków na dobrą stronę. Nie jest to jednak łatwe, bo za rogiem czai się Straż oraz Kościści - stwory gorsze niż zombie.

Szczerze powiedziawszy, większą uwagę na tę powieść zwróciłam po bardzo pozytywnej opinii mojej koleżanki. Słyszałam już o niej wcześniej, ale była raczej moim dalszym planem. Kiedy usłyszałam, jak świetne są Cieple ciała szybciutko się za nie zabrałam. Co o niej myślę?

Świat, w którym żyją bohaterowie jest pełen zła. Ludzie odżywiają się jakimiś substytutami, żyją w ukryciu, gdyż opuścili swe domy. Zombie są jak zaraza - nie da się ich wytępić, ciągle jest ich coraz więcej. R nie jest zwykłym potworem. Odczuwa swe fizjologiczne potrzeby, ale brzydzi się ich; bardzo, ale to bardzo chciałby być człowiekiem. Ma kogoś w rodzaju przyjaciela, M, z którym za pomocą krótkich sylab może się porozumieć, gdyż zombie nie mówią normalnie.

"Teraz jesteśmy stłoczeni w Twierdzy i nie mamy nic do roboty, byle tylko przetrwać do końca dnia. Nikt nie pisze, nikt nie czyta, nikt nawet tak naprawdę nie rozmawia."

Julie to odważna dziewczyna, nie jakaś tam płaczka skupiająca się wyłącznie na sobie. To dziewczyna z jajami, potrafi przywalić, kiedy trzeba, ale jest przy tym bardzo kobieca. Nie boi się zombie, choć czasami jej reakcje mnie dziwiły, ponieważ wszystko przyjmowała ze stoickim spokojem.

"- Nie myślicie o nowych rzeczach? Nie szukacie? Co to w ogóle znaczy? Nie szukacie muzyki? Nie wiecie, że muzyka to życie? To fizyczna emocja - można jej dotknąć! To energia wyssana z ducha i wtłoczona w fale dźwiękowe, które odbierają twoje uszy."

Ogromnym plusem tej powieści jest sposób narracji. Narratorem jest R, który zwraca się bezpośrednio do czytelnika, przez co ma się wrażenie, że siedzi się z nim przy kawie i słucha opowieści.
Ciekawy jest też pomysł poznania Julie poprzez wspomnienia z mózgu jej chłopaka Perrego. R po kawałeczku go sobie zjada i dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy o dziewczynie, aż w końcu Perry zagnieżdża się w jego umyśle i podpowiada, co ma robić.

Nie mam za bardzo do czego się przyczepić, ale nie podobało mi się to, że z zombie, z krwiożerczych potworów, najgorszych ludzkich koszmarów po pewnym czasie zrobiły się ciepłe kluchy, stali się dobrzy aż do przesady, a ich prawdziwa natura zanikła. Rozumiem, że to może był etap ich transformacji, ale raczej tak szybko by nie zmienili swego usposobienia.

A rzeczą, która mnie maksymalnie wnerwia, są słowa Stephenie Meyer na samym przodzie okładki. Czy naprawdę jest z niej tak wybitna pisarka, takie guru w świecie literatury, że bardziej niż nazwisko autora, rzucają się jej zachwyty nad powieścią? Dlaczego na połowie książek obecnie wydawanych widnieje jej nazwisko? Wg niej każda książka jest najlepszą, którą czytała.

Ciepłe ciała to opowieść o poszukiwaniu drogi w życiu, o niezatracaniu swego człowieczeństwa, o bardzo zagubionej istocie. Trudno mi ją jednoznacznie ocenić, bo podobała mi się, ale czterech liter nie urywa. Decyzję o jej przeczytaniu pozostawiam Wam, ale myślę, że warto zwrócić na nią uwagę.

Ocena: 7/10

P.S. Google+ coraz bardziej mnie denerwuje, moja poprzednia nazwa im nie pasowała, więc teraz mam nową:)

7 komentarzy:

  1. Oj taka wizja zombie do mnie kompletnie nie przemawia... Niestety :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna mam na nią ochotę

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka wg mnie nie interesuje jak na razie..:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w planach. Odkąd tylko wyszedł film ciągnie mnie do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie na odwrót: ciągnie do filmu po książce:)

      Usuń
  5. Czytałam i spodobała mi się ta książka. W planach mam obejrzenie filmu :)

    OdpowiedzUsuń