wtorek, 28 maja 2013

Isaac Marion - Ciepłe ciała

Autor: Isaac Marion
Tytuł: Ciepłe ciała
Oryginalny tytuł: Warm Bodies
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 307
Rok wydania: 2011
Stosik: 1/2013












Isaac Marion urodził się w 1981 roku na północnym zachodzie stanu Waszyngton, gdzie mieszka do dziś. Wykonywał różne zawody; przywoził łóżka pacjentom hospicjów, pracował z dziećmi w rodzinach zastępczych... Ciepłe ciała są jego debiutem.

Bohaterem powieści jest R, który jest zombie. Nie pamięta niczego, co miało miejsce przed przemianą, nawet swego imienia. Żyje na opuszczonym lotnisku wraz z innymi, podobnymi mu stworami. Są to bezuczuciowi krwiopijcy, których jedyną potrzebą jest głód, zaspokojony tylko po zabiciu człowieka. R nie jest jednak taki, jak oni; posiada inne uczucia: samotność, tęsknotę, nienawiść do tego, czym się stał, bezsilność z powodu tego, że nie może sobie niczego przypomnieć.
Zombie tak się rozprzestrzeniły, że ludzie w obawie o swoje życie opuścili domostwa i przenieśli się do Twierdzy - miejsca pilnowanego przez Straż, gdzie mogą czuć się bezpiecznie.

Podczas jednej z wypraw do miasta na polowanie R zabija chłopaka i zachowuje sobie jego mózg "na później". Faktem jest to, że podczas spożywania tego narządu, zombie widzi wspomnienia ofiary. Tak jest również w tym przypadku i kiedy R zjada kawałeczek mózgu (fuj), zauważa Julie, dziewczynę swojego "obiadu" i dziwnym odruchem postanawia ją uratować. Wymazuje ją krwią, aby ukryć jej ludzki zapach i zabiera na swoje lotnisko. Tam zaprzyjaźniają się. R dotkliwie odczuwa swą inność, dlatego wraz z Julie postanawiają walczyć z panującym systemem i spróbować przeciągnąć zombiaków na dobrą stronę. Nie jest to jednak łatwe, bo za rogiem czai się Straż oraz Kościści - stwory gorsze niż zombie.

Szczerze powiedziawszy, większą uwagę na tę powieść zwróciłam po bardzo pozytywnej opinii mojej koleżanki. Słyszałam już o niej wcześniej, ale była raczej moim dalszym planem. Kiedy usłyszałam, jak świetne są Cieple ciała szybciutko się za nie zabrałam. Co o niej myślę?

Świat, w którym żyją bohaterowie jest pełen zła. Ludzie odżywiają się jakimiś substytutami, żyją w ukryciu, gdyż opuścili swe domy. Zombie są jak zaraza - nie da się ich wytępić, ciągle jest ich coraz więcej. R nie jest zwykłym potworem. Odczuwa swe fizjologiczne potrzeby, ale brzydzi się ich; bardzo, ale to bardzo chciałby być człowiekiem. Ma kogoś w rodzaju przyjaciela, M, z którym za pomocą krótkich sylab może się porozumieć, gdyż zombie nie mówią normalnie.

"Teraz jesteśmy stłoczeni w Twierdzy i nie mamy nic do roboty, byle tylko przetrwać do końca dnia. Nikt nie pisze, nikt nie czyta, nikt nawet tak naprawdę nie rozmawia."

Julie to odważna dziewczyna, nie jakaś tam płaczka skupiająca się wyłącznie na sobie. To dziewczyna z jajami, potrafi przywalić, kiedy trzeba, ale jest przy tym bardzo kobieca. Nie boi się zombie, choć czasami jej reakcje mnie dziwiły, ponieważ wszystko przyjmowała ze stoickim spokojem.

"- Nie myślicie o nowych rzeczach? Nie szukacie? Co to w ogóle znaczy? Nie szukacie muzyki? Nie wiecie, że muzyka to życie? To fizyczna emocja - można jej dotknąć! To energia wyssana z ducha i wtłoczona w fale dźwiękowe, które odbierają twoje uszy."

Ogromnym plusem tej powieści jest sposób narracji. Narratorem jest R, który zwraca się bezpośrednio do czytelnika, przez co ma się wrażenie, że siedzi się z nim przy kawie i słucha opowieści.
Ciekawy jest też pomysł poznania Julie poprzez wspomnienia z mózgu jej chłopaka Perrego. R po kawałeczku go sobie zjada i dowiaduje się wielu ciekawych rzeczy o dziewczynie, aż w końcu Perry zagnieżdża się w jego umyśle i podpowiada, co ma robić.

Nie mam za bardzo do czego się przyczepić, ale nie podobało mi się to, że z zombie, z krwiożerczych potworów, najgorszych ludzkich koszmarów po pewnym czasie zrobiły się ciepłe kluchy, stali się dobrzy aż do przesady, a ich prawdziwa natura zanikła. Rozumiem, że to może był etap ich transformacji, ale raczej tak szybko by nie zmienili swego usposobienia.

A rzeczą, która mnie maksymalnie wnerwia, są słowa Stephenie Meyer na samym przodzie okładki. Czy naprawdę jest z niej tak wybitna pisarka, takie guru w świecie literatury, że bardziej niż nazwisko autora, rzucają się jej zachwyty nad powieścią? Dlaczego na połowie książek obecnie wydawanych widnieje jej nazwisko? Wg niej każda książka jest najlepszą, którą czytała.

Ciepłe ciała to opowieść o poszukiwaniu drogi w życiu, o niezatracaniu swego człowieczeństwa, o bardzo zagubionej istocie. Trudno mi ją jednoznacznie ocenić, bo podobała mi się, ale czterech liter nie urywa. Decyzję o jej przeczytaniu pozostawiam Wam, ale myślę, że warto zwrócić na nią uwagę.

Ocena: 7/10

P.S. Google+ coraz bardziej mnie denerwuje, moja poprzednia nazwa im nie pasowała, więc teraz mam nową:)

niedziela, 26 maja 2013

Dzień Mamy + Ważna informacja



Hej! Na początek z okazji Dnia Mamy chciałabym życzyć Wszystkim Mamom dużo dużo zdrówka, szczęścia i przede wszystkim tego, abyście zawsze były dumne ze swych pociech. A Mamom Czytającym życzę mnóstwa rewelacyjnych pozycji do przeczytania i nienatrafiania na gnioty.





A teraz trochę z innej beczki: zapewne wiecie już o tym, że z początkiem lipca prawdopodobnie zostanie usunięta opcja obserwowania na Bloggerze. Jestem z tego powodu bardzo zła i mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie. Jednak na wszelki wypadek postanowiłam założyć konto na Google+ i od razu poinformować Was o tym, że możecie mnie dodawać do swoich kręgów (cokolwiek to znaczy). Dzięki temu gdyby doszło do tej zmiany, będziecie mogli nadal czytać mojego bloga.

Tutaj link do mojego profilu: https://plus.google.com/113767812269376910408/posts

Skoro dodaję taką luźną notkę dzisiaj, zachęcam Was także do polubienia mojego bloga na Facebooku. Google+ oraz mój Fb możecie znaleźć po prawej stronie tuż pod "Obserwatorami".

Pozdrawiam i życzę miłego dnia ;>

piątek, 24 maja 2013

Jennifer E. Smith - Serce w chmurach

Autor: Jennifer E. Smith
Tytuł: Serce w chmurach
Oryginalny tytuł: The Statistical Probability of Love at First Sight
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 222
Rok wydania: 2012
Stosik: 1/2013











Jennifer E. Smith ma w swoim dorobku literackim kilka powieści, jednak to "Serce w chmurach" podbiło serca czytelników i sprawiło, że autorka stała się znana poza granicami swego kraju. O czym opowiada ta powieść? Bohaterką jest siedemnastoletnia Hadley Sullivan, której rodzice się rozwiedli. Dziewczyna nie może poradzić sobie z tą sytuacją, a tu jeszcze okazuje się, że ojciec ma nową kobietę, z którą bierze ślub i na który nastolatka została zaproszona. Wybiera się więc na lot ze Stanów Zjednoczonych do Londynu, gdzie mają odbyć się zaślubiny i wesele.

Czy to przypadek czy może przeznaczenie, Hadley spóźnia się o 4 minuty na samolot. Te kilka chwil zmienia jej dotychczasowe spojrzenie na świat. Dziewczyna poznaje Olivera - Anglika, który również czeka na samolot. Zaczynają rozmawiać i okazuje się, że doskonale się rozumieją i miło spędzają ze sobą czas. Wkrótce przybywa kolejny samolot, którym przyjaciele odlatują i spędzają najlepszą noc w swoim życiu. Prawie wcale nie śpią; cały czas dowiadują się czegoś nowego o sobie. Kiedy nadchodzi czas rozstania Hadley czuje w środku dziwną pustkę, brak czegoś upragnionego.

"Miłość nie musi mieć sensu. Jest całkowicie pozbawiona logiki."

Kiedy dociera do stolicy Anglii okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak się wydawało. Szczegółów nie zdradzę, ale wizyta u ojca sprawi, że nastolatka zacznie zastanawiać się nad ważnymi sprawami. W ciągu 24 godzin staje się szczęśliwsza.

Odebrałam Hadley jako osobę tajemniczą, znamy szczegóły z jej życia rodzinnego, jednak o jej przyjaciołach, miłościach, spędzaniu wolnego czasu dowiedziałam się niewiele. Spostrzegam ją jako nieufną, nie rzuca się od razu człowiekowi na szyję, tylko powoli "bada przeciwnika". Zanim jej rodzice się rozstali, miała bardzo dobry kontakt z ojcem, sądzę, że lepszy niż z matką. Wspólnie czytali książki, spędzali mnóstwo czasu, bawili się, a gdy tato odszedł dziewczyna poczuła się zdradzona, oszukana, zawiedziona i nie mogła mu wybaczyć. Boleśnie odczuwała jego brak i paradoksalnie ich kontakt się urwał. Razem z matką starały sobie ułożyć życie na nowo, ale to już nie było to samo.

"To nie sama opowieść tak bardzo jej się podobała. Nie rozumiała połowy słów i często gubiła się w zawiłych zdaniach. Uwielbiała szorstkie brzmienie ojcowskiego głosu, to, jak go zabawnie zmieniał dla każdej postaci, sposób, w jaki pozwalał jej przewracać strony. Co wieczór po kolacji czytali w zaciszu gabinetu."

Oliver to chłopak idealny. Bardzo przystojny, zabawny, ma ogromne poczucie humoru, świetnie się z nim rozmawia, wspiera wtedy, kiedy trzeba... Jeśli macie jakiś ideał mężczyzny to Oliver posiada wszystkie te cechy.

Serce w chmurach to cieniutka książeczka i nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Pozytywnie mnie jednak zaskoczyła. Bardzo miło spędziłam z nią czas, choć dosyć krótki. Czytałam wcześniej wiele pozytywnych opinii, ale sądziłam, że mnie nie powali. Nie porwała mnie nie wiadomo jak, ale nie żałuję, że ją przeczytałam. To opowieść o miłości, takie love story, ale również historia o rodzinie, o poszukiwaniu celu, o rozwodzie z perspektywy dziecka. Mówi, że jeśli się kogoś kocha naprawdę, to bezwarunkowo i nie ważne ile kilometrów ich dzieli. Polecam ją wszystkim, którzy lubią powieści obyczajowe, miłośnicy horroru czy fantasy raczej nie znajdą tu nic dla siebie. A ja lubię sobie czasem poczytać szybkie, ale jednocześnie dające do myślenia powieści.

Ocena: 8/10

wtorek, 21 maja 2013

Olle Lönnaeus - Jedyna prawda

Autor: Olle Lönnaeus
Tytuł: Jedyna prawda
Oryginalny tytuł: En enda sanning
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2012
Stosik: 6/2012












Olle Lönnaeus jest dziennikarzem gazety Sydvenska Dagbladet. Obecnie mieszka w Lund, ale dorastał w Tomelilla, gdzie częściowo toczy się akcja jego trzeciej w dorobku powieści. Debiutancka książka, Pokuta zdobyła nagrodę Szwedzkiej Akademii Pisarzy Kryminałów za najlepszy debiut roku, natomiast druga powieść, Wielkie serce Mike'a Larssona, została nominowana na kryminał roku 2010 i wygrała Nagrodę Południowej Szwecji za Kryminał Roku 2011. Dużo tych sukcesów, nieprawdaż? Dlatego jako wielbicielka kryminałów nie mogłam oprzeć się Jedynej prawdzie i przetestować ją na sobie.

Pewnej mroźnej zimowej nocy Joel Lindgren dostaje tajemniczy telefon od ojca, z którym od dwudziestu lat nie utrzymuje kontaktu. Jest to spowodowane jego ogromną nienawiścią do taty, który przez całe dzieciństwo syna pił i bił matkę. Nie było między nimi żadnej więzi, co zaowocowało odejściem Joela z domu w wieku osiemnastu lat. Tak więc, gdy niespodziewanie odbiera to połączenie, w którym ojciec mówi, aby przyszedł do niego, bo nie zostało mu już wiele czasu, nie zastanawiając się idzie o północy przez śnieżycę, przez ogromne zaspy do swego rodzinnego domu. Co tam zastaje? Martwego już Martena, powieszonego na haku przy suficie. Gdy budzi się rano, widzi przybyłą już na miejsce policję i wielkie czerwone litery składające się na napis Ghadab Allah czyli Gniew Boga.

Jasne staje się, iż morderstwo to jest sprawką muzułmanów, fanatyków religijnych, którzy z zimną krwią pozbywają się Niewiernych. A jeśli ktoś jeszcze rzucił się w oczy jakimś wydarzeniem, to znajduje się na pierwszym miejscu na liście do odstrzału. Marten Lindgren przed laty namalował serię obrazów przedstawiających Mahometa pod postacią świni, więc jasne już chyba jest, iż ojciec Joela nie był według nich niewinny. Policji udaje złapać się podejrzanego, czekają ich teraz tylko długie męczące przesłuchania.

Joel próbuje na własną rękę poznać przeszłość swojego ojca, dowiaduje się o nim zadziwiających rzeczy, których nigdy by się po nim nie spodziewał. Spotyka wielu ludzi, w których otoczeniu żył Marten, którzy znali go o wiele lepiej niż jego własny syn. Przez lata go nienawidził i nawet w myślach nigdy nie nazwał go ojcem, tylko po prostu Marten lub staruch.

"Szukam światła w całym mroku, który otaczał Martena. jakiejś cienkiej strużki dobra w całym tym złu."

Joel Lindgren w wielu cechach charakteru przypomina swojego ojca. To melancholik, pesymista, hipochondryk, świetnie gra na saksofonie. Niedawno powrócił w rodzinne okolice; wcześniej spędzał czas w wielu różnych miejscach, miał żonę, z którą rozwiódł się, ale o której nie może zapomnieć. Na każdej stronie rzuca się w oczy jego przeraźliwa samotność, nie tylko gdy o tym myśli, ale również w czynach. Brakuje mu kogoś bliskiego, z kim mógłby porozmawiać, nie ma przyjaciół, z którymi zleciałby mu czas.

Kolejną bardzo ciekawą postacią jest Fatima, policjantka arabskiego pochodzenia, która zajmuje się sprawą morderstwa. Ona także jest bardzo samotna, całkowicie poświęciła się pracy. Wbrew pozorom nie ma łatwego życia. Przez większość powieści stara się rozgryźć podejrzanego za zabicie Martena, który jest bardzo twardym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Jednocześnie obawia się go, ale jest też jest zaintrygowana, co kryje się w jego głowie. Przez lata ciężko pracowała, aby przebić się w policji ze swym arabskim pochodzeniem.

"- Może to zabrzmi głupio. Ale zastanawiam się, jaki jest właściwie sens tego wszystkiego?
  - Życia?
  - Tak...?
  - Czy musi być jakiś sens?
  - Chyba powinien...?"

Narracja jest trzecioosobowa, przeskakuje raz na Joela, raz na Fatimę. Razem stanowią świetnie zgrany duet. Powieść porusza temat, z którym nigdy wcześniej nie zetknęłam się w czytanej przeze mnie literaturze, a mianowicie motyw terroryzmu na tle religijnym. Wydaje się, iż autor posiada sporą wiedzę z tego zakresu. Napisałam "wydaje się", ponieważ nie mogę powiedzieć, ile z tego jest prawdą, ale odebrałam informacje na ten temat jako rzetelne i sprawdzone.

Jedyna prawda to ambitniejsza lektura. Obawiałam się troszkę tematu terroryzmu, który niezbyt mnie interesuje, ale nie było tak źle. To świetny kryminał, którego główną zaletą są dobrze skonstruowani bohaterowie. Niestety, już w połowie książki miałam swój typ dotyczący mordercy Martena, który okazał się prawdziwy. Nie jestem specjalistką w domyślaniu się tego typu rzeczy, ale tutaj jakoś po prostu ta osoba mi pasowała. Dlatego miłośnicy kryminałów, którzy posiadają umiejętność odkrywania sprawcy przed ostatecznym rozwiązaniem mogą poczuć lekki niedosyt. Do gustu nie przypadło mi także zakończenie, które było jak dla mnie zbyt przyspieszone i uproszczone. Jednak poza tymi kilkoma minusami powieść spodobała mi się; czyta się ją lekko i na pewno sięgnę po poprzednie dzieła autora. Bardzo ważne jest też to, iż Olle Lönnaeus daje nam do zrozumienia, że warto dbać o naszych najbliższych póki możemy, bo potem może być na to za późno.

Ocena: 8/10

piątek, 17 maja 2013

Stosik 6/2013

Przedstawiam dziś malutki i skromniutki stosik. Wstawiłabym go później, jak już mi się troszkę więcej książek nazbiera, ale zmuszona byłam oddać część z nich do biblioteki. Jest ich niewiele, ale wszystkie z nich są godne polecenia. Nie przedłużając... enjoy!



Holly Webb "Rose" - od Publicata RECENZJA
Lauren Oliver "Delirium" - z biblioteki RECENZJA
Olle Lonnaeus "Jedyna prawda" - z biblioteki RECENZJA


czwartek, 16 maja 2013

Wszyscy mają fejsa... mam i ja!


Po prawej stronie mojego bloga możecie zobaczyć nowe cacko czyli wtyczkę Facebookową. Po długim zastanawianiu się postanowiłam założyć konto na Fb, aby mieć z Wami lepszy kontakt oraz żeby pisać więcej od siebie. Chciałabym, żeby blog był tylko o książkach, a tam (przynajmniej mam w planach) będę pisać, co fajnego wynalazłam w sieci, czy co tam u mnie słychać i oczywiście nie zabraknie tematów książkowych.


Mam nadzieję, że polubicie mój profil oraz że będziecie się ze mną za jego pomocą komunikować. Nie zapomnijcie oczywiście podesłać namiarów na swoje Fb, z przyjemnością je odwiedzę.

Pozdrawiam gorąco ;*

wtorek, 14 maja 2013

Lauren Oliver - Delirium

Autor: Lauren Oliver
Tytuł: Delirium
Seria: Delirium tom 1
Oryginalny tytuł: Delirium
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2012
Liczba stron: 357
Stosik: 6/2013













"Czy gdyby miłość była chorobą, chciałabyś się wyleczyć?"

Lena jest obywatelką Portland, miasta w Stanach Zjednoczonych. Żyje w przyszłości, w której miłość uznana została za chorobę o nazwie amor deliria nervosa. Dlatego, aby się przed nią uchronić każdemu obywatelowi miasta w wieku 18 lat wstrzykiwane jest remedium - cudowny lek, który leczy jej ewentualne objawy lub sprawia, iż dany człowiek nigdy na nią nie zachoruje. Po podaniu tego leku ludzie stają się apatyczni, obojętni, żyją trochę jak zdalnie sterowane roboty.

Lena ma siedemnaście lat i już niedługo zostanie poddana zabiegowi. Nie może się już tego doczekać, ponieważ istnieje niebezpieczne ryzyko, że zachoruje na amor deliria nervosa, gdyż jej matka przed laty właśnie przez tę "dolegliwość" popełniła samobójstwo. Nastolatka ma najlepszą przyjaciółkę Hanę, z którą uwielbia biegać, plotkować i robić inne rzeczy, które lubią dziewczyny w ich wieku. Ma również sporo obowiązków, ponieważ zbliża się koniec jej nauki w szkole; musiała zdać niezbędne egzaminy. Na koniec musi przejść ewaluację - ostatni egzamin, pewnego rodzaju wywiad, w którym odpowiada na różnego rodzaju pytania (np. jaki jest jej ulubiony kolor). Dzięki temu zostaną wybrane odpowiednie dla niej studia oraz partner życiowy. Po zabiegu nie będzie mogła nikogo kochać, więc będzie miała odgórnie wybranego męża.

"Oto najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija człowieka, gdy go dopada, i wtedy, gdy go omija."

Niestety podczas ewaluacji nie wszystko idzie zgodnie z planem, ponieważ w trakcie jej przesłuchania ma miejsce sabotaż zorganizowany przez Odmieńców - ludzi żyjących w Głuszy, poza granicami Portland. Tam są wolni i prowadzą w miarę normalne życie, ale jednocześnie mogą chorować na amor deliria nervosa. Lena zauważa przystojnego chłopaka, Alexa, który zawadiacko się do niej uśmiecha i znika. Niedługo później spotyka go ponownie i powoli powoli... zaczyna rodzić się między nimi uczucie. Dziewczyna zaczyna posiadać typowe objawy dla "choroby", jaką jest miłość. Dzięki pomocy ukochanego, odkrywa, iż świat, w którym żyje pełen jest kłamstwa i obłudy, kontroli i granic. Porządkowi organizujący obławy i aresztujący nawet niewinnych ludzi pod zarzutem sprzymierzania się z Odmieńcami okazują się nie być dobrymi obrońcami, ale śmiertelnymi wrogami.

System, w którym żyje Lena jest naprawdę przerażający. Z wierzchu wydaje się, iż wszystko jest w porządku, ludzie są szczęśliwi, pracują, wychowują dzieci... Jednak kryje się tu drugie dno. Kojarzyło mi się ono z ustrojem totalitarnym, jaki panuje w dzisiejszych czasach na przykład w Korei Północnej lub z komunizmem, który przecież do nie tak dawna istniał jeszcze u nas. Miasto ogrodzone płotem pod napięciem, nie można z niego wyjść; cenzor podsłuchujący rozmowy telefoniczne, cenzura w książkach i muzyce, obławy, segregacja płci, godzina policyjna... prawda, że znajome?

"Pewnego dnia obudzę się i całe moje życie będzie już za mną, a ja będę mieć wrażenie, że minęło szybko jak sen."

Lena jest zwykłą nastolatką, nie ma żadnych nadprzyrodzonych zdolności, pragnie dostać się na wymarzone studia, wieść spokojne życie. To osoba taka jak my. Dzięki temu łatwo jest się z nią utożsamić. W trakcie powieści przebywa długą drogę: od żyjącej w kłamstwie dziewczyny po młodą kobietę walczącą o swoje marzenia, o swoją przyszłość, o miłość. Jest niezwykle odważna, choć niektórzy mogą twierdzić, że trochę szalona - gdy wychodzi w nocy, po godzinie policyjnej, by ostrzec przyjaciółkę przed zbliżającą się obławą. Idealizuje Alexa, dzięki czemu mamy wrażenie, że to rzeczywiście niezwykły chłopak. Mnie osobiście często przeszkadza, gdy wybranek dziewczyny w powieściach (szczególnie paranormal romance o wampirach) jest idealny aż do bólu. Natomiast w Delirium nie miałam takiego poczucia, szczerze zazdrościłam Lenie tego uczucia i Alexa, rzecz jasna, również.

"Miłość - jedno słowo, niby nic, nieznaczne jak ostrze noża. Właśnie tym jest: ostrzem, krawędzią. Przechodzi przez środek twojego życia, dzieląc wszystko na pół. Przed i po. Cały świat spada na którąś ze stron."

Powieść czyta się bardzo szybko, wciąga już od samego początku. Rozdziały kończą się w kluczowych momentach, co sprawia, że "przecież muszę jeszcze doczytać następny, bo chcę wiedzieć co tam się będzie działo". Uwielbiam tego typu zabieg, ponieważ dzięki temu z większą chęcią czytam książkę. Pierwsza połowa to wprowadzenie do świata, w którym żyje Lena, a druga to nieustająca akcja, razem z bohaterami pędzimy w wirze wydarzeń. Delirium zakończyła się, podobnie jak rozdziały, w kluczowym momencie i już nie mogę się doczekać, gdy dowiem się, jak Lena poradziła sobie w zaistniałej sytuacji.

Delirium pokazuje jak wielka jest siła miłości. Może burzyć mury, zmieniać światopogląd człowieka i całe jego życie. W myśleniu zatwardziałych wrogów amor deliria nervosa jest niebezpieczna - po części zgodzę się z tym, ponieważ to uczucie tak potężne, że czasem nieobliczalne. Książka daje także do zrozumienia, że każdy z nas musi mieć wybór, w jaki sposób chce przeżyć swe życie, do jakich celów chce dążyć - w innym wypadku to tylko bezsensowna egzystencja.

Ocena: 10/10

Seria Delirium:
Delirium ׀ Pandemonium ׀ Requiem